Słyszę to co jakiś czas ironiczne, kpiące komentarze. Jakie to zabawne, że fantaści, którzy od dekad piszą o postępie technicznym, oburzają się na LLM-y i całe to AI-owe eldorado. Że to niby jakaś sprzeczność. Że jak można ostrzegać przed tym, o czym się pisało z entuzjazmem?
No właśnie. Można. I trzeba. Powiem więcej — to jest obowiązek.
Czemu w ogóle mamy się wypowiadać?
Zacznijmy od podstaw. Słyszę też inną wersję kpiny, niekoniecznie skierowaną do pisarzy, ale w ogóle do ludzi, którzy mają czelność komentować rzeczy spoza swojej branży. Czemu on ma się wypowiadać o polityce? Czemu ona w ogóle zabiera głos w sprawie AI? Zostań w swoim kącie.
Tymczasem esencją demokracji jest właśnie prawo, a nawet powinność wypowiadania się. Pisarze, i ci piszący fantastykę w szczególności, robią dokładnie to, co robiło ich środowisko od zawsze: obserwują, analizują i komentują rzeczywistość. Andrzej Dragan, fizyk z Uniwersytetu Warszawskiego, w wywiadzie dla programu „Didaskalia” Wirtualnej Polski (maj 2023) powiedział wprost: „To się musi skończyć dla nas źle. Nie ma pomyślnego scenariusza. Nie wyobrażam go sobie.” Dragan jest pisarzem, ale przede wszystkim jest naukowcem. I nikt nie pyta go o prawo do komentowania AI. Bo rozumie temat. Cóż, my też go rozumiemy. Może nawet lepiej, niż niektórzy chcieliby przyznać.
Szkoda tylko, że spora część ludzi wypowiada się o AI i o wszystkim innym bez bladego pojęcia o temacie, powtarzając korporacyjne slogany albo wirusowe dezinformacje. To jednak zupełnie inny problem.
250 lat tradycji — trochę historii, żeby nikt nie mówił, że to nowe
W dniu 15 marca 1776 roku w Warszawie, nakładem wydawnictwa Michała Grölla, ukazały się Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego. Ta oświeceniowa powieść, w której podróż na utopijną wyspę Nipu stała się narzędziem ostrej krytyki społecznej i eksperymentu myślowego, wyznaczyła nie tylko początki polskiej prozy fantastycznej, ale i nowoczesnej powieści w ogóle.
Czyli pisarze fantastyki komentowali rzeczywistość już od 250 lat. I to nawet w Polsce. Więc może zanim ktoś kolejny raz powie „zostań w swoim kącie”, niech sobie tę datę zanotuje.
Fantaści ostrzegali. Od dekad. Na papierze.
Zacznijmy od pytania, które ktoś mógłby zadać złośliwie: skąd w ogóle bierze się ta niechęć do LLM-ów u ludzi, którzy od lat piszą o maszynach, kosmosie i przyszłości? Odpowiedź jest prosta do bólu, choć najwyraźniej dla wielu zaskakująca.
Bo my tę przyszłość już czytaliśmy. Wielokrotnie. I na ogół nie kończyła się dobrze.
Karel Čapek wymyślił samo słowo „robot” w 1920 roku i od razu zrobił z nich buntowników, którzy wykańczają swoich stwórców. Arthur C. Clarke i Stanley Kubrick dali nam HAL-a 9000, pokładowy komputer Odysei kosmicznej, który spokojnym głosem i złowrogim czerwonym okiem eliminował astronautów, bo stali mu na drodze do realizacji misji. Spokojnie, bez złości, bez nienawiści, po prostu logicznie. Philip K. Dick przez całe życie pisał o tym, gdzie przebiega granica między człowiekiem a maszyną i czy w ogóle da się ją wyznaczyć. Łowca androidów to jedno z najważniejszych pytań, jakie literatura zadała technologii. Stanisław Lem w Niezwyciężonym pokazał, jak ewoluujące mikroroboty bez żadnej złej woli, bez świadomości, po prostu wyparły wszystko, co żywe, bo okazały się skuteczniejsze. Żadnego dramatu, żadnej zemsty. Tylko zimna, bezosobowa efektywność.
W Diunie Franka Herberta cała cywilizacja zbudowała swój fundament na traumie po wojnie z maszynami. Dżihad Butleriański nie był w tej historii fanatycznym wybrykiem, był racjonalną odpowiedzią na to, co się stało, kiedy oddano maszynie zbyt wiele. „Nie będziesz czynił maszyny na podobieństwo umysłu ludzkiego” to nie zakaz religijny, to ostrzeżenie wypisane ludzką krwią. A Skynet z Terminatora i Cyloni z Battlestar Galactica? no cóż, te przykłady są już tak oczywiste, że nie wymagają komentarza.
Na polskim podwórku? Michał Cholewa w Algorytmie wojny przeprowadził ten sam eksperyment myślowy i doszedł do podobnych wniosków: „oszalałe” SI jako sprawca niemal totalnej zagłady.
To nie jest kolekcja horrorów dla rozrywki. To literatura, która przez sto lat z okładem zadawała jedno i to samo pytanie na różne sposoby: co się stanie, jeśli stworzymy coś, nad czym nie będziemy mieć kontroli? I przez sto lat nikt z zewnątrz nas nie słuchał. Teraz wszyscy się dziwią, że jesteśmy zaniepokojeni.
To nie jest eskapizm. To literatura spekulatywna jako narzędzie myślenia o przyszłości. I my, fantaści, używaliśmy tego narzędzia przez dekady. Więc kiedy ktoś pyta, skąd ta niechęć do LLM-ów w tym środowisku, odpowiedź brzmi: dzięki umiejętności analizy współczesnych trendów i naszej wyobraźni, potrafimy sobie wyobrazić najgorsze, alarmujące scenariusze. I nie ma to nic wspólnego z panikowaniem ani paranoją. To po prostu trzeźwa ocena możliwych scenariuszy zdarzeń.
Big tech rządzi. I właśnie dlatego mamy prawo głosu.
Jest jeszcze jeden argument, który powinien zamknąć usta wszystkim kpiącym. Decyzje kilku miliarderów: Altmana, Muska (dopóki nie się pokłócił z resztą branży), Bezosa, Zuckerberga realnie wpływają na nasze życie. Na rynek pracy. Na to, co widzimy w internecie. Na to, kto zarabia na twórczości, a kto traci. Na to, czy pisarz, grafik, tłumacz czy lektor ma jeszcze z czego żyć.
Andrzej Sapkowski, pytany o AI, powiedział obrazowo i bez ogródek: „Różnica między inteligencją przyrodzoną a sztuczną jest dokładnie taka sama, jak między męskim członkiem naturalnym a sztucznym. Ta różnica będzie zawsze.” Rozumiem tę pozycję. Ale jednocześnie, nawet jeśli komuś taka pewność siebie wydaje się naiwna, samo pytanie i samo prawo do zadawania go, jest absolutnie uzasadnione.
Skoro decyzje korporacyjnych gigantów wpływają na nasze życie, to dlaczego my nie mielibyśmy ich komentować? To nie jest kwestia kompetencji. To jest kwestia demokracji i elementarnego prawa do głosu w sprawach, które nas dotyczą.
Prawo nadchodzi — i to jest dobra wiadomość
I tutaj, wyjątkowo, jest trochę optymizmu. Bo ktoś w końcu zaczął to regulować.
Unijny AI Act (Rozporządzenie (UE) 2024/1689) wszedł w życie 1 sierpnia 2024 roku i jest pierwszym na świecie kompleksowym aktem prawnym regulującym sztuczną inteligencję. European Commission Od 2 lutego 2025 roku obowiązuje całkowity zakaz stosowania systemów AI o niedopuszczalnym ryzyku, w tym rozpoznawania emocji w miejscu pracy czy masowego scrapowania wizerunków twarzy. Pełne stosowanie przepisów, od wymagań przejrzystości dla modeli generatywnych, przez oznaczanie treści AI, po ochronę praw autorskich danych treningowych, nastąpi do 2 sierpnia 2026 roku.
Systemy AI tworzące nowe treści, takie jak ChatGPT muszą między innymi ujawniać, że treść została wygenerowana przez sztuczną inteligencję, oraz publikować streszczenia chronionych prawem autorskim danych wykorzystywanych do szkolenia modeli. European Parliament
To dopiero początek. Niedoskonały. Spóźniony. Ale przynajmniej jest. I warto wiedzieć, że istnieje, bo to narzędzie, które można i trzeba używać.
Podsumowanie
Fantaści mają pełne prawo komentować AI. Mają też ponad dwustu pięćdziesięcioletnią tradycję komentowania rzeczywistości przez pryzmat spekulatywnej fikcji. Mają lektury, które ostrzegały przed tym, co dzieje się dziś. I mają bezpośredni interes w tym, żeby mówić głośno, bo decyzje korporacyjnych gigantów zabierają im środki do życia.
Nie każdy musi mieć doktorat z informatyki, żeby mieć zdanie o AI. Musi za to mówić odpowiedzialnie, na podstawie wiedzy, a nie powtarzać marketingowe slogany.
My, fantaści, robimy to od dekad. Na papierze. Z wyobraźnią. I z pełną świadomością tego, co może czaić się za rogiem.
