Opowiadanie jest dostępne w zbiorze „Echa tamtych gwiazd” (LINK) na empik.com.
A poniżej możecie przeczytać fragment:
1.
Sean nie mógł się wygodnie usadowić. Nie z winy fotela, a raczej nerwów i ogólnego dyskomfortu. Uspokoił się dopiero, gdy zapalił papierosa.
— Tu nie wolno palić — ostrzegł John Stout. Mimo oficjalnego statusu urzędnika, John mógł należeć do wywiadu wojskowego. Miał taką specyficzną, wojskową manierę w poruszaniu się. Ale mogło też być inaczej. Sean nie był pewien.
— Mam obojętność — odparł, bezczelnie patrząc się w oczy urzędnika.
— Dobrze, nie będę protestować. Zacznijmy już — oznajmił John. — Mój rozmówca to inżynier Sean Purnell, dawniej projektant w wydziale chemii materiałowej korporacji Blue Space. Czy to się zgadza?
— Prawda.
— Panie Purnell, ta rozmowa ma podsumować pańskie dotychczasowe poczynania. Jej wynik oraz moja opinia będą stanowić podstawę do wydania wyroku przez sąd. Rozumiemy się?
— Niestem obywatelem, niem strachu. To wszystko bezprawie.
— Informuję również, że rozmowa jest monitorowana przez system sztucznej inteligencji, wyposażonej w biosensory, które potrafią bezbłędnie wykryć kłamstwo.
— Czuję, że powstaje nieczas. Szkoda na to. Daj pytania.
— Pański sposób wypowiadania się jest niezrozumiały. Czy mógłby pan mówić normalnie po angielsku?
— Nie masz wsparcia SI? Ach, mam zapomnienie. Wasze są sztuczne, a nie sentient. U nas mają świadomość, u was tylko algorytm.
— Czyli?
— Nie.
Stout odpuścił ten wątek i skupił się na przesłuchaniu.
— Niech pan powie, skąd się wziął pomysł, aby opuścić Wielką Brytanię?
Nietrudno było odpowiedzieć na te pytanie. Gdyby się uparł, Sean mógłby nawet sprawdzić dokładną datę i godzinę, kiedy myśl o ucieczce z enklawy państwowej po raz pierwszy zakwitła mu w głowie. Miało to miejsce w gabinecie lekarskim.
*
To był bardzo typowy, pochmurny dzień. Mżawka od rana pokrywała miasto warstwą śliskiej wilgoci. Za szpitalnym oknem wszystko sprawiało wrażenie szarego i ospałego.
— Musimy zaczekać na sprowadzenie aparatu — poinformował lekarz. — Wpisuję pana córkę w kolejkę. Najbliższy wolny termin to koniec czerwca.
— To przecież dopiero za pół roku — Sean zauważył nerwowo. — Kate nie ma tyle czasu. Ja mogę zapłacić, stać mnie.
— Tu nie chodzi tylko o pieniądze, a o trudności logistyczne. W Anglii mamy tylko jedno takie urządzenie. Państwowe kliniki nie mają ich wcale.
— W megapolis nie mają takich problemów.
Na tę uwagę lekarz tylko westchnął, ale nic nie powiedział. Może ze strachu, a może był jednym z tych narodowców, którzy nie trawili pochwał systemu węzłów.
Dwa miesiące później Sean stał nad świeżo usypanym grobem córki. Jak na marzec, pogoda była wyjątkowo łaskawa. Słońce ogrzewało żałobników, jakby ciepłem chciało złagodzić ich żal. Kiedy znajomi i przyjaciele opuścili cmentarz, Sean został sam, wpatrując się w wieńce i kwiaty. Wtedy w jego głowie po raz kolejny pojawiła się myśl o ucieczce z państwowej części Wysp Brytyjskich.
*
— Nie miałem już połączenia ani emocji do państwa. Tylko żal.
— Mam rozumieć, że za śmierć córki obarcza pan winą aparat państwowy? – dociekał Stout.
— Niebyśmy robili czołgi, to byśmy już mieli lot na Proxima Centauri. Niebyśmy mieli braków ani ceny za zdrowie.
— Myli się pan. To wszystko wina grabieżczej polityki węzłów megapolis. A dokładnie Węzła Północnego, który stale nakłada embarga na Wielką Brytanię.
— A jednak macie z nimi handel.
— To jest przykra konieczność. Braki materiałowe i surowcowe zmuszają…
— Dajmy stop — przerwał Sean, który nie wierzył w ani jedno słowo Stouta. — Daj wywiad dalej.
Urzędnik nie oponował. Biosensory podpowiedziały mu, że przesłuchiwany jest całkowicie przekonany o własnej racji, więc nie było sensu dyskutować.
— W takim razie proszę opowiedzieć, jak nawiązał pan kontakt ze służbami megapolis.
[…]
Ciąg dalszy oraz inne opowiadania znajdziecie w ebooku „Echa tamtych gwiazd” (LINK) na empik.com.

