Zbliża się koniec roku. Będzie to koniec roku symboliczny ponieważ wraz z nim kończy się pierwsza ćwiartka 21 wieku. (Oczywiście symbolicznie, bo liczebnie 25 lat minie nam dopiero z końcem 2026).
W związku z tą datą mnie wzięło na przemyślenia, więc pozwolę sobie wyżalić się nieco.
Niedawno zmieniłem sobie obrazek na Facebooku. Obrazek pochodzi ze źródeł NASA i przedstawia kosmos. Głęboki, nieskończony kosmos, który, jak dla mnie, jest piękną metaforą tego, co obserwujemy na całym świecie. A to, co obserwujemy na całym świecie, to jest właśnie kosmos, kosmos bezbrzeżnej głupoty i ignorancji, która zamiast doświetlanej przyszłości prowadzi nas wprost do koszmarnej, groteskowej idiokracji.
Pamiętam kiedy na przełomie wieków graliśmy z przyjaciółmi w gry fabularne i jedną z naszych ulubionych był Cyberpunk 2020. To jedna z pierwszych zagranicznych gier fabularnych, które ukazały się w Polsce i dla nas była czymś niesamowitym. Nie tylko pozwalała przeżyć w wyobraźni niesamowite i niebezpieczne akcje, pościgi samochodowe, strzelaniny, skoki na banki i tym podobne. Gra była jednocześnie obietnicą i przestrogą. Obietnicą w świetlanej przyszłości, rozwoju technologii, która miała nas wesprzeć w życiu codziennym. Jednocześnie była przestrogą przed tym, dokąd może nas zaprowadzić niewłaściwe podejście do technologii, co może spowodować próba zastąpienia automatyką i elektroniką wszystkiego, co ludzkie. Wszelkiego rodzaju cyberwszczepy, które stosowano na szeroką skalę w cyberpunku, zawsze traktowałem jako pewnego rodzaju metaforę wszelkich współczesnych protez, którymi okładamy nasze życie. Niestety protezy te nie są w stanie zastąpić nam podstawowych wartości i umiejętności, dzięki którym można normalnie jak człowiek przeżyć swoje życie. Mało kto o tym pamięta. Szczególnie obecnie.
Dzisiaj, gdy myślę sobie o nas, młodzieńcach z końca lat 90 i początku lat 2000, dostrzegam oczywiście jak bardzo byliśmy naiwni, ale przede wszystkim dostrzegam to, że ani my ani twórcy cyberpunka, ani my nie trafiliśmy ze swoimi przewidywaniami.
No, naiwni to może za dużo powiedziane,. Ja osobiście aż tak naiwny nie byłem. Nigdy nie oczekiwałem, że skończymy w pięknej utopii rodem ze Star Treka, gdzie do pracy dolecimy sobie autami na skrzydłach, gdzie głód na świecie zniknie, nie trzeba będzie płacić podatków, ani też martwić się o materialny byt. Tego typu na poły komunistyczne wizje może nie są dla mnie aż tak straszne, jak wielu by się wydawało, ale jednocześnie nie są realistyczne i to wiedziałem zawsze. Liczyłem natomiast na to, że historia zaprowadzi nas w trochę inne rejony ludzkiej cywilizacji niż te, które odwiedzamy obecnie. Liczyłem na to, że zarówno postęp nauki jak i rozwój prawdziwych demokracji pozwoli nam troszeczkę odsapnąć od żarłocznej potrzeby gromadzenia dóbr, dzielenia ludzi na bogatszych i biednych i uzależniania dostępu do podstawowych praw i usług od zasobności portfela i miejsca urodzenia. Wyobrażałem sobie raczej, że pójdziemy w kierunku… albo nie. Nie wyobrażałem sobie, ale raczej miałem nadzieję na to, że pójdziemy w kierunku pewnego rodzaju łagodnej, demokratycznej i ewolucyjnej zmiany, która będzie korzystać z postępu technologii, a ludzkość, wraz z rozwojem internetu i cyfrowych usług, skupi się bardziej na tym co nas łączy, na rozwoju intelektualnym i na niwelowaniu różnic, zarówno materialnych jak i politycznych, które przez wieki, przez całą historię ludzkości prowadziły do konfliktów, cierpienia i śmierci milionów. A tu, proszę, niespodzianka. Nie spełniła się wizja ani idylliczna, utopijna, ani wizja dystopijna, ani żadna umiarkowana czy skrajna. Z jednym wyjątkiem.
Kiedyś powstał taki film który nazywał się „Idiokracja”. I ku memu wielkiemu zaskoczeniu to właśnie ten film okazał się najbliższy rozwojowi wydarzeń, które obserwujemy teraz. Bo to, co obserwujemy teraz to nic innego, jak taka pełzająca idiokracja. Oto na naszych oczach obserwujemy rozwój świata, który za pomocą tej wspaniałej, szeroko dostępnej technologii neguje sam siebie. Oto świat ludzi, którzy zamiast korzystać z tych dóbr i z tych wszystkich okazji, które urosły wraz z rozwojem współczesnej, naprawdę bardzo zaawansowanej technologii, skupiają się na tym, co nas dzieli, na własnych słabościach, na własnej małostkowości. Co gorsza, ci którzy zarządzają tą technologią i dbają o jej rozwój, przede wszystkim dbają o własną kieszeń. Dbanie o własną kieszeń samo w sobie nie jest złe, ale złe jest to, że te bezmyślne, bezrefleksyjne dbanie o własną kieszeń powoduje pogłębienie wszystkich problemów, z którymi mieliśmy do czynienia w czasach sprzed powstania tych technologii. Na dodatek wykwitające tu i ówdzie na całym świecie autokracje przebrane w pokojowe szaty liberalnych demokracji, tylko zachęcają korporacje do drapieżnego rozwoju, umawiają się z nimi i wzajemnie napędzają. A ludzie, zagubieni w niezwykle skomplikowanej rzeczywistości, nie tylko tej wielkiej, głośnej, politycznej, społecznej i technologicznej, ale też w tej zwykłej codziennej, boją się oderwać od wielkich haseł, które przedstawia się nam, jako prawdę objawioną. Ostrzegają przed wszelkimi zagrożeniami, przed którymi tylko autokracje i korporacje mogą nas uratować.
Te napędzanie strachu i dzielenie nas na lepszych i gorszych, lewych i prawych, białych i czarnych, bogatych i biednych, na Rusków, Polaków, Ukraińców, Niemców, Amerykanów tid. itd. – to wszystko wpisuje się w narrację, która napędza bąble informacyjne przez niespotykaną nigdy w historii ludzkości falę, a wręcz potop dezinformacji, fake newsów i slopów sztucznej inteligencji. A my – biedni, bezbronni, nie znający szczegółowych praw, zatrwożeni koniecznością spłaty rachunków na kolejny miesiąc – nie zastanawiamy się nad tym, bo nie mamy czasu i nie wierzymy w to, że moglibyśmy cokolwiek zmienić. Niektórzy z nas radzą sobie z tym w sposób najgorszy możliwy, czyli poddają się tej fali i zaczynają wierzyć w te najprostsze wytłumaczenia rzeczywistości. Stają po jednej stronie barykady, wybierają sobie najwygodniejszych wrogów i szukają łatwych rozwiązań poprzez wskazywanie źródła problemów, poprzez oddawanie się teoriom spiskowym. A teorie spiskowe, mimo iż wewnętrznie sprzeczne, absurdalne, czasami po prostu bezbrzeżnie głupie, oferują bardzo łatwe wytłumaczenie rzeczywistości. Okazuje się, że w tej chwili łatwość w zrozumieniu świata jest walutą cenniejszą, niż rozsądek, niż spokój i empatia. Dlatego wielu z nas zamienia się w te krwiożercze potwory, które rozsiewają plotki, rozsiewają fake newsy, które zieją nienawiścią wobec byle kogo, byle tylko ten ktoś okazał się łatwym celem – dostępnym i bezbronnym.
Co tu dużo mówić, to są łatwe rozwiązania, proste i dostępne. A biologia tak nas skonstruowała, że przede wszystkim szukamy oszczędności energii, a nie wysiłku. Jeśli w wysiłku, fizycznym lub intelektualnym, nie widzimy bezpośredniej korzyści, to ten wysiłek odrzucamy. A prawda jest taka, że obecnie wysiłek, intelektualny zwłaszcza, nie zapewnia łatwej odpowiedzi, nie daje szybkiej gratyfikacji, ponieważ wymaga spędzenia długiego czasu na uczeniu się, na rozumowaniu, na dociekaniu prawdziwych odpowiedzi. Bycie ekspertem dzisiaj nie jest już wartością samą w sobie, a osoba z wieloletnim doświadczeniem nie jest już wzorcem do naśladowania. Dzisiaj modna jest ignorancja. Bardziej modna niż nowe ciuchy. Popisanie się w internecie głupotą, niewiedzą jest cool. Ignorancję napędza dodatkowo arogancja, która również nagle stała się najbardziej cenioną cechą, szczególnie w internecie. Jeśli ktoś arogancko krytykuje, arogancko podważa fakty, arogancko odrzuca myślenie i empiryczne dowody, ten zwykle okazuje się w powszechnym odbiorze kimś, kogo warto słuchać. Kimś, kto dysponuje „chłopskim rozumem, kto włączył myślenie i kto łączy kropki.” Dlatego jest fajny.
Serio, jak słyszę hasło albo czytam hasło „włącz myślenie” albo „połącz kropki” to mnie krew zalewa, ponieważ jest to aroganckie wezwanie do bycia ignorantem. Jest to wyzwanie, które namawia do przyjęcia punktu widzenia autora wypowiedzi i która zazwyczaj nie ma nic wspólnego z rozumem ani łączeniem kropek. Jest tylko emocjonalnym wyrzygiem spowodowanym głęboko podszytym lękiem i niezrozumieniem świata. Dlatego ignorancja i arogancja są toksycznymi siostrami, które – paradoksalnie – stały się bardzo atrakcyjne. Ludzie szeroko i swobodnie dają im się porwać i zgwałcić na wszelkie możliwe sposoby.
Biorąc to wszystko razem do kupy muszę przyznać, że tak. Tekst, który umieściłem na obrazku nieskończonego kosmosu jest czymś, co nie opuszcza mnie już od kilku lat. Bo tak, szczerze uważam, że XXI wiek to jebana porażka.
