Mieliśmy wczoraj 11 listopada, Dzień Niepodległości. Co prawda nie nadleciały nad Pałac Kultury latające spodki i nie zniszczyły Warszawy promieniem śmierci, ale nie musieli. I tak było gorąco. Jak zwykle. Oczywiście słowo „patriotyzm” odmieniano tam przez wszystkie przypadki, dlatego i ja sobie pozwolę dołączyć do rozmowy. A zrobię to za pomocą opowiadania „Stąpamy odważnie wśród cierni chwały”. LINK
W tekście maluję świat wojny — nie tylko fizycznej, ale również psychologicznej, wewnętrznej. Oczywiście nie ukrywam, całość ma wymiar rozrywkowy, jest zabawa konwencją military s-f. mamy futurystyczne pancerze, drony i lasery. Główny bohater, plutonowy Jacek Zieliński, dowodzi elitarną jednostką, której działania są naznaczone technologiczną potęgą i brutalnością. W tym samym czasie tli się idea patriotyzmu – Polska jako sojusznik, Rumunia jako teren akcji, wspólnota walczących. Jednak patriotyzm pokazuję w dwoistej, ambiwalentnej naturze.
Z jednej strony – duma z flagi, z misji, poczucie, że walczy się „za” coś większego niż one sami. Polska armia w Rumunii jest witana jako siła „wyzwolenia”, a bohater chce być częścią tej narracji. To klasyczny wymiar patriotyzmu: oddanie, poświęcenie, wspólnota.
Z drugiej – patriotyzm staje się narzędziem propagandy, ideologicznym maskowaniem brutalności, zdecydowanym ruchem w stronę kalkulacji i interesu. Jacek dowiaduje się, że mimo sukcesów misja zostaje oficjalnie uznana za niepowodzenie. „Za Polską i Rumunią, co?” – wołał na początku, a potem staje wobec decyzji sztabu, które burzą sens własnej walki. To moment, w którym patriotyzm przestaje być czystą wartością, a staje się mechanizmem większej politycznej gry.
No i się zastanawiam: czy patriotyzm zawsze idzie w parze z moralnością? Czy każdy akt „w służbie kraju” nie niesie ze sobą również cienia kompromisu, wyrzeczenia lub zdrady własnych ideałów? Stąpamy odważnie – ale między cierniami chwały czai się coś niepokojącego: zdrada, kalkulacja, zagubienie.
Poczytajcie i zastanówcie się — bo prawdziwy patriotyzm to nie tylko hymny i podniesione sztandary, niekoniecznie race i nagonka na inne narodowości, ale także chwile ciszy, w których słyszymy własne sumienie.
