Opowiadania – kuźnia warsztatu pisarskiego

Dlaczego krótkie formy są potężnym narzędziem dla pisarza?

W świecie, w którym wszyscy marzą o „tej jednej, wielkiej powieści”, krótkie formy często traktowane są jak etap przejściowy albo wprawki. Spotkałem się wręcz z opinią, że „40 tys. znaków to ja dopiero kończę prezentację postaci.” No i ok, to jest jakieś podejście do sprawy, ale moim zdaniem błędne. Opowiadania do kilkudziesięciu tysięcy znaków ze spacjami to jedno z najlepszych narzędzi do realnego ćwiczenia warsztatu pisarskiego i jednocześnie bardzo praktyczny sposób na budowanie portfolio wydawniczego.

Po pierwsze: gęstość decyzji. Krótka forma nie wybacza lania wody. Każde zdanie musi pracować – budować postać, pchać fabułę albo tworzyć klimat. To świetny trening ekonomii języka, rytmu scen i kontroli tempa. Jeśli coś nie działa, w opowiadaniu widać to natychmiast.

Po drugie: pełny proces twórczy w rozsądnym czasie. Opowiadanie pozwala przejść całą drogę: od pomysłu, przez plan, pierwszą wersję, redakcję, aż po publikację lub wysyłkę do redakcji. I to nie raz na kilka lat, ale wielokrotnie. Każdy taki cykl uczy więcej niż miesiące grzęźnięcia w niedokończonej powieści. Dzięki temu pisarz może nie tylko ćwiczyć swój warsztat, ale też poznać wydawnictwa, ludzi i redakcje, z którymi dopracujesz swój tekst przed jego publikacją.

Po trzecie: laboratorium pomysłów. Krótkie formy świetnie nadają się do testowania konwencji, perspektyw narracyjnych, światów czy tematów. Możesz sprawdzić, czy dany klimat „niesie”, zanim poświęcisz mu 400 stron. Wiele dużych projektów rodzi się właśnie z opowiadań. Jak dla mnie miało to zawsze szczególne znaczenie w przypadku tworzenia uniwersów. Nie raz już mi się zdarzyło, że wpadł mi do głowy pomysł na świat, który z początku wydawał mi się świetny i oryginalny. Dopiero po wstawieniu w niego postaci z krwi i kości, po opracowaniu fabuły i wymyśleniu konkretnych miejsc, świat działał albo zgrzytał. Dopiero w pracy nad tekstem wychodzą konkrety, które w uniwersum mogą po prostu nie działać. Świetnym przykładem takiego testu była współpraca z wydawnictwem Hexy, kiedy pracowałem nad opowiadaniami do podręcznika Battledrill. Uniwersum, które gry planszowej i figurkowego skirmisha trzeba było przekuć w spójną i ciekawą historię. Nagle się okazało, że trzeba wymyślić mnóstwo elementów, które wcześniej projektantowi nie były potrzebne. I zwykle dotyczyło to spraw zupełnie trywialnych, np. co bohaterowie pili w knajpie? (I czy w ogóle knajpy były?) Czym jeździli między miastami? Jak inna rasa może funkcjonować w atmosferze planety zasiedlonej przez ludzi? A jak wygląda codzienna higiena jeszcze innej rasy? Dopiero dopracowanie takich drobiazgów pozwoliło sprawdzić, czy uniwersum może normalnie funkcjonować w fabule.

Po czwarte: realne portfolio. Dla wydawców, redaktorów i konkursów literackich opowiadania są konkretnym dowodem umiejętności. Publikacje w magazynach, antologiach czy nawet solidny zestaw tekstów „do szuflady” mówią więcej niż deklaracja: „piszę powieść”. Krótka forma to coś, co da się przeczytać, ocenić i polecić. Tu wracamy do punktu 2. To znowu okazja, by dać się poznać wydawcom, przejść drogę wydawniczą w skróconej formie, nauczyć się współpracy z redakcją itp.

I wreszcie: satysfakcja. Zamknięta historia daje poczucie domknięcia, które napędza do dalszej pracy. A to w pisaniu bywa bezcenne.

Jeśli więc myślisz o rozwoju warsztatu i obecności na rynku – nie omijaj krótkich form. To nie są mniejsze historie. To bardziej skoncentrowane uderzenia.

Dodaj komentarz